Puste niebo, Radek Rak


 

Książka trafiła do mnie w sposób, którego do tej pory nie bardzo rozumiem. Przyznaje, że przed nagrodą Nike nie znałam autora. Rządna przygód i nowości usiadłam przed komputerem dzień po ogłoszeniu NIKE z zamiarem zakupu Baśni o wężowym sercu. Zadowolona z szybkości transakcji, tego samego dnia przystąpiłam do lektury i po przeczytaniu 1/3 książki doznałam olśnienia, że to jednak nie ten tytuł. Jedynie autor się zgadza.

Nie ukrywam, że dotychczas nie miałam dużych doświadczeń z gatunkiem...no właśnie powieść, baśń? Plus paradoksalny realizm. Książka wciąga, nawet takich laików gatunku jak ja. Czyta się ją dobrze i przyjemnie, choć czasem może drażnić lirycznością. Baśń i magia przeplata się z brutalnością. Język świetny. Główny bohater... No właśnie czy bohater? Postać pierwszoplanowa to Tołpi, prosty chłopak, nie wyróżniający się niczym. Jego losy są po prostu wplecione w ciąg toczących się wydarzeń (dużo ważniejszych niż on sam), on po prostu - jest. Początkowo trochę wzbudza współczucie, jednak to mija - przynajmniej mi minęło. Niemniej, Tołpi wzbudza sympatię swoim nieskomplikowaniem. Pozostali bohaterowie zbudowani w analogiczny sposób -  zwyczajni. Przedstawieni powierzchownie. Fabuła (mimo fantastycznych opisów) podobnie jak postacie tej opowieści - nie jest zbyt skomplikowana. Czasem pojawia się szczypta humoru, znacznie częściej jednak rządzą mroczne siły. Duszno, mroczno, trochę strasznie a jednocześnie tli się jakieś ciepło, które sprawia, że chce się w tej bajce być i śledzić...

Dla mnie wciągające oderwanie od rzeczywistości, zdecydowanie straszniejszej, mroczniejszej i smutniejszej. Książki dobre czy złe - pomagają oszukać czas, a ten jest wyjątkowo niesprzyjający. Więc polecam i zalecam. Czytajmy.



Komentarze

Popularne posty