Gwiazdor, Piotr C.
Kilka dni temu skończyłam lekturę Gwiazdora Piotra C. To 3 pozycja powyższego twórcy, którą dane mi było poznać. Już po pierwszej rozumiałam, dlaczego autor zrezygnował z sygnowania swoich dzieł własnym nazwiskiem. Dwie kolejne książki utwierdziły mnie w tym przekonaniu.
Od kilku dni zastanawiam się co mogłabym dobrego napisać o Gwiazdorze. Mogłabym napisać, że książka napisana jest prostym językiem, jednak momentami prostota staje się przesadnie prostacka. Smutna fabuła osadzona w jałowym show-biznesie, bohaterowie są tak...nieskomplikowani, żeby nie powiedzieć: ograniczeni. Dla mnie to pisemna wersja Ukrytej prawdy tudzież Trudnych spraw. Pewnie znajdą się amatorzy gatunku, zwłaszcza jeśli w ten paradokument wplecie się nieco wulgarności, grubiaństwa, no i trochę seksu, w tym: piersi, tyłków, męskich przyrodzeń. Niekiedy myślałam, że to jakaś próba obnażenia tego specyficznego świata gwiazdeczek, insta influencerów, itp., ale kurcze z czego ich obnażać? Przecież oni się sami obnażają - nie wiem czy jest sens to potwierdzać w książkach. I to jeszcze w taki sposób... Książka na miarę ich bohaterów.
Zrobiłam mały research w zakresie opinii internautów nt. Gwiazdora, z których dowiedziałam się m.in.: "Piotr C. po raz kolejny trafia w punkt", "Dosadny opis rzeczywistości". Cóż, ja niestety nie dostrzegłam żadnego punktu, zaś tym którzy w takiej rzeczywistości żyją: serdeczne wyrazy współczucia. Nieustannie w trakcie lektury towarzyszyło mi przekonanie, że Gwiazdora napisał jakiś nastolatek uzależniony od serwisów typu Pudelek i filmów dla dorosłych. Może to celowy zabieg? Nie wiem i nie chcę się zastanawiać. Wiem, że na pewno nie chciałabym nikomu polecić tej strasznie smutnej i nudnej książki.
Komentarze
Prześlij komentarz